RSS
środa, 15 listopada 2017

Siedzem sobie, patrzem przez okno i myślem... Myślem i myślem i nie mogem za Chiny ani żadne inne słowo na ch... przypomnieć sobie dlaczego zawsze lubiłam jesień... Toż to normalne nie było. Ciemno, zimno i w dodatku szaro przez cały dzień. Jak można tęsknić do takich klimatów? Jak widać, póki co okres fascynacji jesienią mam za sobą. W sumie trochę szkoda. Byłoby to jakieś pocieszenie w takie dni jak dziesiejszy... Bo za chwilę będzie już ciemno. Trzeba by chociaż jakieś zapachowe świeczki zapalić, żeby "uczynić" przyjemny klimat... Ech... Oby do wiosny...

Tagi: jesień
15:45, magda37ipol
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 października 2017

Robiłam porządki w szafce, którą traktuję jako swoiste archiwum, ponieważ wrzucam do niej wszelkie dokumenty, materiały szkoleniowe, notatki i inne śmieci, których żal wyrzucać, ale jednocześnie nie zamierzam do nich "na razie" zaglądać. To "na razie" jest pojęciem bardzo trwałym, bo okazało się, że są tam rzeczy naprawdę stare. Wśród różnych szpargałów znalazłam np. mój stareńki zeszyt z czasów licealnych, w którym pisałam... wiersze :) Było to tak dawno temu, że aż strach się nad tym zastanawiać, a wiersze jak to wiersze z młodzieńczych lat... Szymborska to to nie jest :) Ale i tak miło sobie poczytać, pośmiać się i powspominać.

Wiersze i dokumenty zostawiłam, resztę wyrzuciłam. Zyskałam szafkę bez kawałka miejsca... Ciekawe czym to zagracę... ;) Kandydatów jest sporo, bo pozbywam się też ozdóbek kupowanych w różnych okresach czasu i rozstawianych po meblach, które - co tu kryć - są siedliskiem kurzu i znacznie przedłużają sprzątanie. Z drugiej strony na razie żal ich wyrzucać, więc wylądują w szafce...

Tagi: porządki
15:48, magda37ipol
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 lipca 2017

Przestałam oglądać programy informacyjne, bo to co się dzieje, za bardzo podnosi mi ciśnienie. Dziś tematem nr 1 była wizyta angielskich książąt (na jednych portalach informowano o ciuchach prominentów, na innych o dzieciach; kwestie polityczne zostały w zasadzie pominięte, więc to taka wizyta kurtuazyjno - towarzyska).

Innym ważnym tematem był spór o sądownictwo. No cóż, z polskich sądów można być zadowolonym albo i nie. Często jest to związane z tym czy się sprawę wygrało czy przegrało, a że obie strony wygrać nie mogą, więc w sprawach spornych mamy 50 procent niezadowolonych. Czasy, gdy babki wciskały w dłonie granaty i mówiły "sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie" minęły, bo teraz w inny sposób próbuje się wpłynąć na to, po której stronie ma być sprawiedliwość. Nie twierdzę, że sądy działają idealnie. Są orzeczenia, do których - patrząc z boku - a więc w miarę obiektywnie można się przyczepić. Ale trzeba sobie też uświadomić, że sędziami są ludzie (a nie żadni nadludzie), tacy jak my. A kto się nigdy nie machnął w pracy, albo nie miał innego zdania niż większość? Oczywiście, pomyłki i błędy należy eliminować, ale nie przez zmianę całego systemu. Należałoby też całe sądownictwo objąć powszechnym systemem emerytalnym, ale robienie rewolucji to nie jest właściwa droga. Nie da się nagle stworzyć armii nieomylnych sędziów (pytanie też: według kogo nieomylnych), którzy wszystkie sprawy rozpatrzą w ciągu tygodnia. No i oczywiście, którzy będą ustawodawcę wychwalać pod niebiosa i twierdzić, że nowe prawo jest najlepsze z najlepszych. Normalnie, inne państwa się chowają...

Nie muszę chyba dodawać, że nie znoszę grzebania w ustroju państwa i próbowania zmiany najlepszej jego podstawy opartej na trójpodziale władzy. Bez względu na to, która z władz miałaby być dominująca.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Piękne mamy lato tej wiosny. A przynajmniej drugą połowę maja i początek czerwca. Cieplutkie, od czasu do czasu deszczowe, żeby nie trzeba było codziennie podlewać ogrodów, z przyjemnymi nocami. Zbliżamy się do najkrótszej nocy i najdłuższego dnia. Ależ to zleciało. Aż trudno uwierzyć, że już za dwa tygodnie dzień będzie się robił coraz to krótszy. Oby nie coraz zimniejszy... Póki co: jest git :)

Ostatnio moje dziecię wymyśliło sobie, że wytresuje świnkę morską jak pieska. Hmm... Niestety dziecko ma dość słomiany zapał, zwany przez niego "świnki nie można za długo tresować, musi odpocząć". Wygląda to więc tak, że świnka jest wypuszczana z klatki, przez 15 minut przysmakami jest zachęcana do łażenia w określone miejsca, a później pozostawiona samopas (w założeniu dziecka: odpoczywa). Biega więc po całym pokoju i trzeba patrzeć pod nogi, żeby zwierzakowi nie sprzedać kopniaka, albo nie zadeptać. Poza tym, jak to gryzoń, pozostawia po sobie "szkody". Póki co jej "łupem" padła jedna książka nieopatrznie zostawiona na podłodze po czytaniu przed snem (pomimo stolika nocnego koło łóżka, ale kto zrozumie nastolatka), kabel lan od internetu (za którym nie będę biegała po sklepach, skoro to nie ja nie upilnowałam zwierza) i podłoga tudzież komoda, bo świnka stwierdziła, że nie będzie wracać za potrzebą do klatki, skoro tam jest taki fajny kącik... Całe szczęście, że to tylko świnka, a nie pies. Bo przy takim pilnowaniu, jakoś kiepsko by pachniało w pokoju dziecka...

A tak a propos świnki, to wielkim plusem późniejszej wiosny, lata i wcześniejszej jesieni jest jeszcze to, że spadają koszty utrzymania świnki, której przysmakiem jest świeża trawa. Warzywa i owoce też są tańsze, ale trawa jest najważniejsza :) Aż szkoda, że najmniejsza dostępna na rynku smyczka jest dla niej za duża, bo fajnie by było wziąć ją na spacer na trawnik, żeby sobie poskubała.

15:03, magda37ipol
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 maja 2017

Śnieg w maju? Jak widać pogoda mówi nam: dlaczego nie? A jak to pójdzie w świat, a na pewno pójdzie przez rozemocjonowanych domowych komórkowych fotografów, to utrwali się mit o zimnym kraju gdzieś na dalekim wschodzie czy też północnym - wschodzie, po którym chodzą niedźwiedzie polarne ;) I nieważne, że dwa lata temu borykaliśmy się z gigantyczną suszą i upałami. Zresztą nie tylko dwa lata temu. Pogoda od dłuższego czasu kaprysi jak nastolatka i dba o brak monotonii. Same anomalie; jak nie w jedną stronę to w drugą. A ja bym chciała tradycyjną wiosnę z temperaturami wahającymi się od +15 do +20 stopni (bezpieczniej dodać dziś plusik przed liczbą, żeby pogoda nie zrobiła nam żartu), ze słońcem, krótkim majowym deszczem i burzami, z tęczą... A ponieważ z natury jestem dość naiwna i mam nadmiar nadziei w serduchu, więc twierdzę, że jeszcze mogą przyjść takie dni w tym roku. Ostatecznie dopiero mniej niż 1/3 maja za nami. Na szczęście :)

W okolicy rozmnożyły się strasznie gołębie. Nie wiem czym się tu żywią, bo nie zauważyłam, żeby je ktoś karmił, ale są. Nie będę ukrywać, że nie są to moje ulubione ptaki, a ich natarczywość, zachłanność i wciskanie się wszędzie jest strasznie irytujące. I tak jak Pod Budą śpiewali "nie przenoście nam stolicy do Krakowa", tak ja mogłabym zaśpiewać "nie przenoście nam gołębi z Krakowa" ;) Mamy też urozmaicenie w postaci kukułki, która jak co roku już kuka...

12:50, magda37ipol
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 kwietnia 2017

Wczoraj, mimo brzydkiej pogody, postanowiłam wybrać się na rower. Przy okazji po raz kolejny przekonałam się, że do kierowców trzeba mieć bardziej ograniczone zaufanie niż do zwierząt, zwłaszcza do ich znajomości przepisów dotyczących "styku" dróg rowerowych i tradycyjnych. W ciągu 40 minutowej przejażdżki przejeżdżałam przez 6 skrzyżowań, na których miałam pierwszeństwo przed skręcającymi samochodami (jechałam prosto). Na 3 akurat było pusto, na jednym samochód o mało nie potrącił rowerzysty jadącego przede mną wchodząc w zakręt na pełnym gazie i tylko dzięki temu, że rowerzysta zdążył zmienić kierunek, nie doszło do wypadku. Na pozostałych musiałam cierpliwie czekać na kierowcę, który mnie przepuści. Bo przecież nie będę kopać się z koniem. Co by mi było po tym, że mam pierwszeństwo.

A wracając odkryłam nową, "świeżutką" drogę rowerową, z dala od zgiełku, hałasu i kurzu. I całkiem długą :)

wtorek, 28 marca 2017

W zeszłym roku planowałam zrobienie sporego ogródka warzywno - ziołowego. W tym roku - patrząc ile kotów łazi mi po ogrodzie i zostawia "pamiątki" po sobie, jakoś mi się odechciało. I owszem, miło tak samemu wyhodować sobie warzywka i pachnące zioła. Wiadomo wtedy, że są bez chemii, ale nie chce mi się ich pilnować przeć sierściuchami, które w dodatku lubią wylegiwać się na świeżo skopanej ziemi i ugniatać ją, więc nie wiadomo co by wyrosło... Za to postanowiłam w miejscu, gdzie trudno się dostać z kosiarką, zrobić wielki klomb :) Co oznacza kolejne wydatki na roślinki, ale biorąc pod uwagę ilość wyciętych ostatnio drzew i to, że u nas w okolicy nie jest zbyt zielono, to myślę, że warto. Nie ma się co szczypać. Szkoda, że deweloperzy, którzy budują teraz budynki w modnych biało - szarych kolorach, z dużą ilością przeszkleń, montują fasady aluminiowe lub inne chromowane ozdobniki, nie dbają o piękną zieleń wkoło, która dodałaby tym budynkom bardziej przyjaznego charakteru. W ogóle uważam, że w miastach jest za mało terenów zielonych. Kiedyś budując osiedla, domy stawiano w większej odległości od siebie, żeby można było zrobić pomiędzy nimi place zabaw otoczone drzewami i krzewami. Dziś upycha się wszystko "okna w okno". Podobnie z parkami - te założone dawno, nadal są, nowe - mimo rozrastania się miast, nie powstają. A ponoć to lepsze, ciekawsze czasy... Chyba jednak nie pod każdym względem.

Najwyższy czas zacząć planować wakacje - zarówno kolonie jak i urlopy. Trzeba by pomału robić rezerwacje i na poważnie zacząć odkładać środki. Głupio byłoby obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku i lecieć po debecie. A przecież na bieżąco też jest sporo wydatków, bo wiosna (więc ma się ochotę na więcej), bo niedługo święta, bo szkolne wycieczki...

Nie wiem jak u Was, ale u nas pogoda jest dziś cudowna. Idealna żeby wyprać i wysuszyć zimowe ciuchy, a później schować je głęboko do szafy, żeby mogły tam leżakować do listopada. A, że jutro ma być podobnie, więc taki mam plan. Kto wie, może nawet uda się popołudniu usiąść z książką na dworze i poczytać. To tak dużo przyjemniej niż w domu.

A najbliższy weekend będzie już kwietniowy. W dodatku sobota to Prima Aprilis. Trzeba by pomyśleć o jakichś żartach :) Wy już wiecie czym nabierzecie rodzinę i znajomych?

czwartek, 02 marca 2017

Już dawno nie było takiej pogody jak dziś. Kompletnie nie może się zdecydować jaka ma być. Teraz akurat świeci słońce, a na niebie nie ma ani jednej chmurki. Po prostu czuje się wiosnę, zwłaszcza, kiedy patrzę to za okno, to na bukiet żonkili na moim biurku. Ale jeszcze pół godziny temu było ciemno, padał a nawet lał deszcz i wiał zimny, porywisty, nieprzyjemny wiatr. A wcześniej było tak na zmianę - a to słońce, a to deszcz, a to grad, a to śnieg. No i co chwilę mocno wiało. Podobno we Wrocławiu w wielu miejscach leżą mniejsze lub większe gałęzie, a gdzieś tam nawet zerwało trakcję elektryczną. Całe szczęście, że na drzewach nie ma jeszcze liści, bo szkody byłyby jeszcze większe.

To tak a propos starych drzew w mieście. Osobiście uważam, że trzeba je chronić, ale zachowując zdrowy rozsądek. Nawet najstarsze i najpiękniejsze drzewo, jeśli jest stare, kruche i stoi w miejscu, gdzie może w razie takiej pogody jak dziś kogoś zabić, należy wyciąć. Przecież zawsze można w jego miejsce zrobić młode nasady. Ktoś mógłby powiedzieć, że drzewa długo rosną. No, ok, zgadza się, ale przecież nie trzeba wycinać wszystkich naraz. Kiedy stan drzew jest na bieżąco kontrolowany i "zmieniany", wszystko dzieje się płynnie. Wtedy mamy zarówno zieleń, bez której ciężko wytrzymać, ale też bezpieczeństwo.

piątek, 17 lutego 2017

Nie jest źle, bo:
- od poprzedniego wpisu nie upłynęło znowu tak tragicznie dużo czasu,
- robi nam się wiosna (w końcu można spokojnie przewietrzyć mieszkanie, bez szronienia firanek), a wkrótce ma być jeszcze lepiej :)
- mamy karnawałowy weekend, czas tłustych smakołyków i tańców,
- słucham sobie bardzo fajnych kawałków Mendozy - polecam (muzyka, w której wokal zastąpiono skrzypcami),
- za godzinę zejdzie się towarzystwo na pogaduchy, picie i jedzonko :)
- wyszły mi przepyszne faworki; zaprosiłabym wszystkich na degustację, ale nie mam pozwolenia na urządzanie masowych zlotów, a głupio byłoby "beknąć" za coś takiego, więc nie zaproszę ;)
- uporaliśmy się z problemami zdrowotnymi; zostało jeszcze co prawda do zrobienia kilka badań, ale to już na spokojnie, w wolnej chwili (czyli w moim wykonaniu - nie szybko),
- dzieci nadal mają ferie, choć spoglądając na ulice jakoś tego nie widać; ale to chyba już takie przykre czasy, że dzieciaki albo wyjeżdżają na zimowiska, albo siedzą przed kompami,
- moje dziecko postawiło sobie za cel i punkt honoru naprawienie mojej stareńkiej maszyny do pisania (którą zresztą w najmłodszych latach sam zepsuł). Oby się tylko nie zniechęciło, a kto wie może to będzie początek jakichś poważniejszych zainteresowań i zamiast bezmyślnych gier komputerowych zainteresuje go projektowanie i budowa maszyn. Byłoby to coś pożyteczniejszego, nawet jeśli miałoby się ograniczyć tylko do majsterkowania w domu na własne potrzeby.
- w końcu wiem na jaki kolor przemalować sypialnię. Wybrałam bardzo jasny żółty z białymi dodatkami. Zdecydowanie znudziły mi się zimne kolory. Mam ochotę na coś słonecznego, ale nie przesadnie.

Czym dłużej piszę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że powinnam zacząć nie od "nie jest źle", tylko co najmniej od "jest całkiem dobrze"... Mój wrodzony optymizm w necie gdzieś zwykle znika, nie wiedzieć czemu i gdzie.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Po okresie "czarnych" wpisów nastała czarna dziura, czyli dwa miesiące niepisania... I tak sobie myślę, że czas przerwać tę ciemną serię i napisać coś bardziej optymistycznego, tym bardziej, że pogoda za oknem zachęca do tego. Co prawda leży jeszcze trochę śniegu, ale systematycznie go ubywa, a błękitne niebo daje nadzieję na to, że nie będzie już prószyć.

Dziś sprawdziłam rozpiskę nowych planów lekcji po reformie i - o ile miałabym zastrzeżenia co do ilości poszczególnych zajęć - o tyle pozytywną rzeczą jest ogólne zmniejszenie ilości lekcji (a w końcu wpis miał być pozytywny). Odnoszę wrażenie, że teraz jest ich dużo za dużo. Dzieciaki są przemęczone, nie mają czasu na rozwijanie swoich pozalekcyjnych zainteresowań, zwłaszcza w tygodniach kiedy niemal jednocześnie nauczyciele kończą poszczególne działy i codziennie są sprawdziany (albo kilka).

Swoją drogą ciekawe czy w związku z reformą zostaną przywrócone normalne ferie - normalne, czyli w tym samym czasie dla wszystkich. Takie "skaczące" terminy są moim zdaniem bez sensu. Kiedyś dziecko zaczynało ferie niemal zaraz po zakończeniu przerwy świątecznej, więc pierwszy semestr był zrealizowany tak "po łepkach", a w drugim wszyscy jęczeli jaki on długi i męczący. W tym roku ferie zaczynają się dopiero za 3 tygodnie. Pierwszy semestr został właśnie zakończony, oceny wystawione, dzieciaki czują ogólne odprężenie i wszystko im w głowach tylko nie rozpoczynanie nauki od razu w nowym semestrze, a niestety od tego tygodnia oceny już będą szły "na nowy". Kompletnie bez sensu. Skoro wakacje mogą być w jednym czasie, to moim zdaniem ferie też być powinny. W najlepszym czasie - czyli po wystawieniu ocen za pierwszy semestr. Tak myślę.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Tagi