RSS
wtorek, 18 lipca 2017

Przestałam oglądać programy informacyjne, bo to co się dzieje, za bardzo podnosi mi ciśnienie. Dziś tematem nr 1 była wizyta angielskich książąt (na jednych portalach informowano o ciuchach prominentów, na innych o dzieciach; kwestie polityczne zostały w zasadzie pominięte, więc to taka wizyta kurtuazyjno - towarzyska).

Innym ważnym tematem był spór o sądownictwo. No cóż, z polskich sądów można być zadowolonym albo i nie. Często jest to związane z tym czy się sprawę wygrało czy przegrało, a że obie strony wygrać nie mogą, więc w sprawach spornych mamy 50 procent niezadowolonych. Czasy, gdy babki wciskały w dłonie granaty i mówiły "sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie" minęły, bo teraz w inny sposób próbuje się wpłynąć na to, po której stronie ma być sprawiedliwość. Nie twierdzę, że sądy działają idealnie. Są orzeczenia, do których - patrząc z boku - a więc w miarę obiektywnie można się przyczepić. Ale trzeba sobie też uświadomić, że sędziami są ludzie (a nie żadni nadludzie), tacy jak my. A kto się nigdy nie machnął w pracy, albo nie miał innego zdania niż większość? Oczywiście, pomyłki i błędy należy eliminować, ale nie przez zmianę całego systemu. Należałoby też całe sądownictwo objąć powszechnym systemem emerytalnym, ale robienie rewolucji to nie jest właściwa droga. Nie da się nagle stworzyć armii nieomylnych sędziów (pytanie też: według kogo nieomylnych), którzy wszystkie sprawy rozpatrzą w ciągu tygodnia. No i oczywiście, którzy będą ustawodawcę wychwalać pod niebiosa i twierdzić, że nowe prawo jest najlepsze z najlepszych. Normalnie, inne państwa się chowają...

Nie muszę chyba dodawać, że nie znoszę grzebania w ustroju państwa i próbowania zmiany najlepszej jego podstawy opartej na trójpodziale władzy. Bez względu na to, która z władz miałaby być dominująca.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Piękne mamy lato tej wiosny. A przynajmniej drugą połowę maja i początek czerwca. Cieplutkie, od czasu do czasu deszczowe, żeby nie trzeba było codziennie podlewać ogrodów, z przyjemnymi nocami. Zbliżamy się do najkrótszej nocy i najdłuższego dnia. Ależ to zleciało. Aż trudno uwierzyć, że już za dwa tygodnie dzień będzie się robił coraz to krótszy. Oby nie coraz zimniejszy... Póki co: jest git :)

Ostatnio moje dziecię wymyśliło sobie, że wytresuje świnkę morską jak pieska. Hmm... Niestety dziecko ma dość słomiany zapał, zwany przez niego "świnki nie można za długo tresować, musi odpocząć". Wygląda to więc tak, że świnka jest wypuszczana z klatki, przez 15 minut przysmakami jest zachęcana do łażenia w określone miejsca, a później pozostawiona samopas (w założeniu dziecka: odpoczywa). Biega więc po całym pokoju i trzeba patrzeć pod nogi, żeby zwierzakowi nie sprzedać kopniaka, albo nie zadeptać. Poza tym, jak to gryzoń, pozostawia po sobie "szkody". Póki co jej "łupem" padła jedna książka nieopatrznie zostawiona na podłodze po czytaniu przed snem (pomimo stolika nocnego koło łóżka, ale kto zrozumie nastolatka), kabel lan od internetu (za którym nie będę biegała po sklepach, skoro to nie ja nie upilnowałam zwierza) i podłoga tudzież komoda, bo świnka stwierdziła, że nie będzie wracać za potrzebą do klatki, skoro tam jest taki fajny kącik... Całe szczęście, że to tylko świnka, a nie pies. Bo przy takim pilnowaniu, jakoś kiepsko by pachniało w pokoju dziecka...

A tak a propos świnki, to wielkim plusem późniejszej wiosny, lata i wcześniejszej jesieni jest jeszcze to, że spadają koszty utrzymania świnki, której przysmakiem jest świeża trawa. Warzywa i owoce też są tańsze, ale trawa jest najważniejsza :) Aż szkoda, że najmniejsza dostępna na rynku smyczka jest dla niej za duża, bo fajnie by było wziąć ją na spacer na trawnik, żeby sobie poskubała.

15:03, magda37ipol
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 maja 2017

Śnieg w maju? Jak widać pogoda mówi nam: dlaczego nie? A jak to pójdzie w świat, a na pewno pójdzie przez rozemocjonowanych domowych komórkowych fotografów, to utrwali się mit o zimnym kraju gdzieś na dalekim wschodzie czy też północnym - wschodzie, po którym chodzą niedźwiedzie polarne ;) I nieważne, że dwa lata temu borykaliśmy się z gigantyczną suszą i upałami. Zresztą nie tylko dwa lata temu. Pogoda od dłuższego czasu kaprysi jak nastolatka i dba o brak monotonii. Same anomalie; jak nie w jedną stronę to w drugą. A ja bym chciała tradycyjną wiosnę z temperaturami wahającymi się od +15 do +20 stopni (bezpieczniej dodać dziś plusik przed liczbą, żeby pogoda nie zrobiła nam żartu), ze słońcem, krótkim majowym deszczem i burzami, z tęczą... A ponieważ z natury jestem dość naiwna i mam nadmiar nadziei w serduchu, więc twierdzę, że jeszcze mogą przyjść takie dni w tym roku. Ostatecznie dopiero mniej niż 1/3 maja za nami. Na szczęście :)

W okolicy rozmnożyły się strasznie gołębie. Nie wiem czym się tu żywią, bo nie zauważyłam, żeby je ktoś karmił, ale są. Nie będę ukrywać, że nie są to moje ulubione ptaki, a ich natarczywość, zachłanność i wciskanie się wszędzie jest strasznie irytujące. I tak jak Pod Budą śpiewali "nie przenoście nam stolicy do Krakowa", tak ja mogłabym zaśpiewać "nie przenoście nam gołębi z Krakowa" ;) Mamy też urozmaicenie w postaci kukułki, która jak co roku już kuka...

12:50, magda37ipol
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 kwietnia 2017

Wczoraj, mimo brzydkiej pogody, postanowiłam wybrać się na rower. Przy okazji po raz kolejny przekonałam się, że do kierowców trzeba mieć bardziej ograniczone zaufanie niż do zwierząt, zwłaszcza do ich znajomości przepisów dotyczących "styku" dróg rowerowych i tradycyjnych. W ciągu 40 minutowej przejażdżki przejeżdżałam przez 6 skrzyżowań, na których miałam pierwszeństwo przed skręcającymi samochodami (jechałam prosto). Na 3 akurat było pusto, na jednym samochód o mało nie potrącił rowerzysty jadącego przede mną wchodząc w zakręt na pełnym gazie i tylko dzięki temu, że rowerzysta zdążył zmienić kierunek, nie doszło do wypadku. Na pozostałych musiałam cierpliwie czekać na kierowcę, który mnie przepuści. Bo przecież nie będę kopać się z koniem. Co by mi było po tym, że mam pierwszeństwo.

A wracając odkryłam nową, "świeżutką" drogę rowerową, z dala od zgiełku, hałasu i kurzu. I całkiem długą :)

wtorek, 28 marca 2017

W zeszłym roku planowałam zrobienie sporego ogródka warzywno - ziołowego. W tym roku - patrząc ile kotów łazi mi po ogrodzie i zostawia "pamiątki" po sobie, jakoś mi się odechciało. I owszem, miło tak samemu wyhodować sobie warzywka i pachnące zioła. Wiadomo wtedy, że są bez chemii, ale nie chce mi się ich pilnować przeć sierściuchami, które w dodatku lubią wylegiwać się na świeżo skopanej ziemi i ugniatać ją, więc nie wiadomo co by wyrosło... Za to postanowiłam w miejscu, gdzie trudno się dostać z kosiarką, zrobić wielki klomb :) Co oznacza kolejne wydatki na roślinki, ale biorąc pod uwagę ilość wyciętych ostatnio drzew i to, że u nas w okolicy nie jest zbyt zielono, to myślę, że warto. Nie ma się co szczypać. Szkoda, że deweloperzy, którzy budują teraz budynki w modnych biało - szarych kolorach, z dużą ilością przeszkleń, montują fasady aluminiowe lub inne chromowane ozdobniki, nie dbają o piękną zieleń wkoło, która dodałaby tym budynkom bardziej przyjaznego charakteru. W ogóle uważam, że w miastach jest za mało terenów zielonych. Kiedyś budując osiedla, domy stawiano w większej odległości od siebie, żeby można było zrobić pomiędzy nimi place zabaw otoczone drzewami i krzewami. Dziś upycha się wszystko "okna w okno". Podobnie z parkami - te założone dawno, nadal są, nowe - mimo rozrastania się miast, nie powstają. A ponoć to lepsze, ciekawsze czasy... Chyba jednak nie pod każdym względem.

Najwyższy czas zacząć planować wakacje - zarówno kolonie jak i urlopy. Trzeba by pomału robić rezerwacje i na poważnie zacząć odkładać środki. Głupio byłoby obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku i lecieć po debecie. A przecież na bieżąco też jest sporo wydatków, bo wiosna (więc ma się ochotę na więcej), bo niedługo święta, bo szkolne wycieczki...

Nie wiem jak u Was, ale u nas pogoda jest dziś cudowna. Idealna żeby wyprać i wysuszyć zimowe ciuchy, a później schować je głęboko do szafy, żeby mogły tam leżakować do listopada. A, że jutro ma być podobnie, więc taki mam plan. Kto wie, może nawet uda się popołudniu usiąść z książką na dworze i poczytać. To tak dużo przyjemniej niż w domu.

A najbliższy weekend będzie już kwietniowy. W dodatku sobota to Prima Aprilis. Trzeba by pomyśleć o jakichś żartach :) Wy już wiecie czym nabierzecie rodzinę i znajomych?

czwartek, 02 marca 2017

Już dawno nie było takiej pogody jak dziś. Kompletnie nie może się zdecydować jaka ma być. Teraz akurat świeci słońce, a na niebie nie ma ani jednej chmurki. Po prostu czuje się wiosnę, zwłaszcza, kiedy patrzę to za okno, to na bukiet żonkili na moim biurku. Ale jeszcze pół godziny temu było ciemno, padał a nawet lał deszcz i wiał zimny, porywisty, nieprzyjemny wiatr. A wcześniej było tak na zmianę - a to słońce, a to deszcz, a to grad, a to śnieg. No i co chwilę mocno wiało. Podobno we Wrocławiu w wielu miejscach leżą mniejsze lub większe gałęzie, a gdzieś tam nawet zerwało trakcję elektryczną. Całe szczęście, że na drzewach nie ma jeszcze liści, bo szkody byłyby jeszcze większe.

To tak a propos starych drzew w mieście. Osobiście uważam, że trzeba je chronić, ale zachowując zdrowy rozsądek. Nawet najstarsze i najpiękniejsze drzewo, jeśli jest stare, kruche i stoi w miejscu, gdzie może w razie takiej pogody jak dziś kogoś zabić, należy wyciąć. Przecież zawsze można w jego miejsce zrobić młode nasady. Ktoś mógłby powiedzieć, że drzewa długo rosną. No, ok, zgadza się, ale przecież nie trzeba wycinać wszystkich naraz. Kiedy stan drzew jest na bieżąco kontrolowany i "zmieniany", wszystko dzieje się płynnie. Wtedy mamy zarówno zieleń, bez której ciężko wytrzymać, ale też bezpieczeństwo.

piątek, 17 lutego 2017

Nie jest źle, bo:
- od poprzedniego wpisu nie upłynęło znowu tak tragicznie dużo czasu,
- robi nam się wiosna (w końcu można spokojnie przewietrzyć mieszkanie, bez szronienia firanek), a wkrótce ma być jeszcze lepiej :)
- mamy karnawałowy weekend, czas tłustych smakołyków i tańców,
- słucham sobie bardzo fajnych kawałków Mendozy - polecam (muzyka, w której wokal zastąpiono skrzypcami),
- za godzinę zejdzie się towarzystwo na pogaduchy, picie i jedzonko :)
- wyszły mi przepyszne faworki; zaprosiłabym wszystkich na degustację, ale nie mam pozwolenia na urządzanie masowych zlotów, a głupio byłoby "beknąć" za coś takiego, więc nie zaproszę ;)
- uporaliśmy się z problemami zdrowotnymi; zostało jeszcze co prawda do zrobienia kilka badań, ale to już na spokojnie, w wolnej chwili (czyli w moim wykonaniu - nie szybko),
- dzieci nadal mają ferie, choć spoglądając na ulice jakoś tego nie widać; ale to chyba już takie przykre czasy, że dzieciaki albo wyjeżdżają na zimowiska, albo siedzą przed kompami,
- moje dziecko postawiło sobie za cel i punkt honoru naprawienie mojej stareńkiej maszyny do pisania (którą zresztą w najmłodszych latach sam zepsuł). Oby się tylko nie zniechęciło, a kto wie może to będzie początek jakichś poważniejszych zainteresowań i zamiast bezmyślnych gier komputerowych zainteresuje go projektowanie i budowa maszyn. Byłoby to coś pożyteczniejszego, nawet jeśli miałoby się ograniczyć tylko do majsterkowania w domu na własne potrzeby.
- w końcu wiem na jaki kolor przemalować sypialnię. Wybrałam bardzo jasny żółty z białymi dodatkami. Zdecydowanie znudziły mi się zimne kolory. Mam ochotę na coś słonecznego, ale nie przesadnie.

Czym dłużej piszę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że powinnam zacząć nie od "nie jest źle", tylko co najmniej od "jest całkiem dobrze"... Mój wrodzony optymizm w necie gdzieś zwykle znika, nie wiedzieć czemu i gdzie.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Po okresie "czarnych" wpisów nastała czarna dziura, czyli dwa miesiące niepisania... I tak sobie myślę, że czas przerwać tę ciemną serię i napisać coś bardziej optymistycznego, tym bardziej, że pogoda za oknem zachęca do tego. Co prawda leży jeszcze trochę śniegu, ale systematycznie go ubywa, a błękitne niebo daje nadzieję na to, że nie będzie już prószyć.

Dziś sprawdziłam rozpiskę nowych planów lekcji po reformie i - o ile miałabym zastrzeżenia co do ilości poszczególnych zajęć - o tyle pozytywną rzeczą jest ogólne zmniejszenie ilości lekcji (a w końcu wpis miał być pozytywny). Odnoszę wrażenie, że teraz jest ich dużo za dużo. Dzieciaki są przemęczone, nie mają czasu na rozwijanie swoich pozalekcyjnych zainteresowań, zwłaszcza w tygodniach kiedy niemal jednocześnie nauczyciele kończą poszczególne działy i codziennie są sprawdziany (albo kilka).

Swoją drogą ciekawe czy w związku z reformą zostaną przywrócone normalne ferie - normalne, czyli w tym samym czasie dla wszystkich. Takie "skaczące" terminy są moim zdaniem bez sensu. Kiedyś dziecko zaczynało ferie niemal zaraz po zakończeniu przerwy świątecznej, więc pierwszy semestr był zrealizowany tak "po łepkach", a w drugim wszyscy jęczeli jaki on długi i męczący. W tym roku ferie zaczynają się dopiero za 3 tygodnie. Pierwszy semestr został właśnie zakończony, oceny wystawione, dzieciaki czują ogólne odprężenie i wszystko im w głowach tylko nie rozpoczynanie nauki od razu w nowym semestrze, a niestety od tego tygodnia oceny już będą szły "na nowy". Kompletnie bez sensu. Skoro wakacje mogą być w jednym czasie, to moim zdaniem ferie też być powinny. W najlepszym czasie - czyli po wystawieniu ocen za pierwszy semestr. Tak myślę.

piątek, 25 listopada 2016

Jakoś "czarno" zrobiło się na tym moim blogu ;) Poprzedni wpis z czarnego poniedziałku, ten z piątku. Choć nie mam pojęcia dlaczego akurat ten piątek nazwano czarnym... Klienci się cieszą, sprzedawcy też, bo mimo obniżenia cen, jednak zarabiają. Zwłaszcza u nas, gdzie "black Friday" jest tylko zachętą marketingową. Gdzie nam do obniżek spotykanych w tym dniu na zachodzie. Wolne żarty. Z ciekawości sprawdziłam dziś kilka droższych rzeczy, które chciałabym kupić do domu w bliższym lub dalszym czasie. Wniosek jest taki: albo nie dotyczą ich obniżki, albo są to rabaty rzędu 100-200 zł, co przy kwotach 3.000-5.000 zł w zasadzie nie robi różnicy. O tyle taniej można kupić w każdym innym dniu porównując ceny konkurujących ze sobą sklepów. Zaoszczędzę więc sobie dziś przepychania się po sklepach i posiedzę w domu.

Ostatnio koleżanki wyciągają się nawzajem - a przy okazji i mnie próbują - do gabinetu medycyny estetycznej, jak to się ładnie nazywa. Choć szczerze powiedziawszy, słowo "medycyna" już na wstępie mnie zniechęca. Chętniej wybrałabym się na masaż :) Wymyślają sobie coraz to inne zabiegi, żeby wyglądać piękniej. Odnoszę dziwne wrażenie, że od tych zabiegów już się uzależniły, bo o ile rozumiem wyskoczyć tam od czasu do czasu, jak się dostrzeże jakiś defekt, to bieganie w każdym miesiącu, wydaje mi się lekką przesadą. Ostatnio wymyśliły sobie osocze bogatopłytkowe, czyli tzw. lifting wampirzy i tym mnie ostatecznie zniechęciły. Podziękuję i zostanę przy swoim zwyczajnym wyglądzie i przy moich lękach związanych z używaniem ostrych narzędzi do celów niezwiązanych bezpośrednio z ratowaniem życia lub zdrowia.

Dzisiaj zrobiło się chłodno, a nawet zimno. Ponoć w Alpach spadło mnóstwo śniegu. Ciekawe czy u nas w tym roku spadnie go choć trochę. Fajnie by było, chociaż ostatnio przechodząc przez parking zwróciłam uwagę na opony. I mam taki wniosek: ludzie są strasznie lekkomyślni. Większość nadal pomyka na letnich.

poniedziałek, 03 października 2016

Byłam dziś na zakupach w Biedronce. I wiecie co, zdziwiłam się, bo w sklepie była mniej niż połowa normalnej obsługi - w tym sami faceci plus jedna babka: kierowniczka. Najwyraźniej poparcie Czarnego protestu jest większe niż się spodziewano...

Moje konkluzje z dotychczasowych obserwacji są następujące:

1. nawet ACTA nie wkurzyła tak ludzi jak grzebanie w ustawie aborcyjnej,

2. sugerowanie, że Czarny protest ma coś wspólnego z satanizmem pokazuje niski poziom wysoko postawionego kleru. Nie spotkałam się z takimi tekstami na pogrzebach, że nie wspomnę o kolorystyce sutann księży...

3. Czarny protest to przede wszystkim poparcie dotychczasowych przepisów, więc demonizowanie ich (podczas, gdy kiedyś się chwaliło) jest co najmniej dziwne,

4. Polska jest krajem katolickim. Zdecydowana większość kobiet biorących udział w proteście, chodzi mniej lub bardziej systematycznie do kościoła. Krytykowanie ich za poglądy w sposób pogardliwy z pewnością nie podwyższy kościelnych statystyk frekwencji, tym bardziej, że to kobiety zwykle dbają o wychowanie religijne dzieci, więc jest to strzał w kolano także na przyszłość.

5. ciekawe kto na tym bardziej się przejedzie: rząd czy Kościół...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Tagi